„Nikomu nic nie bądźcie dłużni prócz wzajemnej miłości” - wywiad z wolontariuszem

24 września odbył się na terenach ogrodów Hospicjum Onkologicznego Charytatywny Piknik Rodzinny, podczas którego już po raz jedenasty organizatorzy - Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie wraz z zaproszonymi gośćmi wspólnie Odczarowywali hospicjum. 

Te pełne zabawy, ciepła i uśmiechu spotkania mają na celu oswajanie z trudnym tematem cierpienia i śmierci, oraz zachęcenie do wspierania fundacyjnych akcji. “Chcemy zmieniać stereotyp nt. hospicjów i zdejmować tabu z tematu umierania. Bo umieranie to bardzo ludzka rzecz - to część naszej podróży, którą rozpoczynamy przychodząc na świat. Chcemy by to umieranie było dobre" - mówią członkowie Fundacji.  

Jak co roku piknik zgromadził wielu pięknych  ludzi o otwartych sercach. Wydarzenie wsparły charytatywnie firmy, zespoły, dzięki którym odwiedzający imprezę bawili się wyśmienicie, a hospicjum otrzymało sporą dawkę finansowego wsparcia podczas przeprowadzanych zbiórek. 

Każda taka udana impreza, to wynik współdziałania wielu osób gotowych do niesienia pomocy. Za wszystkimi fundacyjnymi działaniami stoją ludzie - oddani swojej pracy fizjoterapeuci, lekarze, pielęgniarki, opiekunowie medyczni, psycholodzy oraz wolontariusze. 

Podczas pikniku o tym, czym jest wolontariat rozmawialiśmy z Robertem Maciaszkiem, jednym z wolontariuszy FHO.


Dzisiaj czas jest bardzo kosztowny, a ten wolny raczej poświęca się na przyjemności. Wolontariat to dzielenie się  swoim czasem z potrzebującymi, to dawanie bez pytania o zapłatę. Nic nie dostajesz, a to raczej w obecnej rzeczywistości dziwne, tak po prostu dawać. Jak postrzegane, odbierane jest przez ludzi  zaangażowanie w pomaganie? Czy masz jakieś osobiste doświadczenia w tej kwestii?

Często gdy wracam z jakiejś “akcji” na rzecz naszego hospicjum, mam tę myśl, że tak w sumie to dużo więcej dostaję, niż daję. Myślę, że potwierdzi to także moja rodzina i wielu innych wolontariuszy. Dobro, które może u podstawy ma jakąś bezinteresowność, ma jednak wielu beneficjentów. Może i nie pytamy o zapłatę ale to nie tak, że nic nie dostajemy w zamian. 

Dzisiaj obecne jest przekonanie, że czas to pieniądz ale wierzę, że są też takie wartości i przestrzenie ludzkiego życia, których nie da się spieniężyć czy mierzyć w kategoriach zysku lub straty.

Korzystając z mądrości błogosławionego Stefana Wyszyńskiego mogę powiedzieć: “czas to miłość”. Kochać i być kochanym. Jak wdech i wydech. Tylko w harmonii prowadzą do zdrowego, spełnionego życia. A miłość, także ta konkretna, zrealizowana, to relacja, która ma wpływ na obie strony, tak jak oddychanie odżywia całe ciało.

Wolontariat akcyjny w hospicjum to bardzo często wyjście do ludzi - na ulicę, do sklepu, przed kościół czy w trakcie targów. Nigdy nie spotkałem się z negatywną reakcją czy oceną tego, że spędzam swój czas na wolontariat. Bo też w takim spotkaniu to nie ja wolontariusz jestem istotny, cała uwaga jest na osobie, którą chcę zainspirować oraz konkretnym dobru jakie z tego wyniknie. W sytuacjach poza akcyjnych podobnie, sam wolontariat jest postrzegany bardzo pozytywnie. To co budzi czasem zdziwienie i pytania to konkretna przestrzeń działania, jaką stanowią dorośli pacjenci hospicjum onkologicznego.


/Źródło grafiki: https://www.facebook.com/fundacjahospicjumonkologiczne/

Obcowanie z chorymi, szczególnie w hospicjum, to spotkanie z cierpieniem, ze śmiercią, a więc bardzo trudne doświadczenie. Samo miejsce też jest kojarzone z umieraniem, postrzegane jako smutne. Jak wpływa na wolontariuszy? 

Wolontariusze akcyjni (do nich należymy) rzadko mają bezpośredni kontakt z pacjentami hospicjum stacjonarnego. Gdy całą rodziną zaangażowaliśmy się w pomoc dla FHO, ważne było dla nas by móc robić to razem. Gdy nasza młodzież okrzepła trochę w latach, razem z żoną Kasią postanowiliśmy poszerzyć naszą obecność w hospicjum o wolontariat na oddziale. Pandemia trochę popsuła nam plany (na salach mogli przebywać wyłącznie pracownicy i personel medyczny). Mamy jednak nadzieję, że pod koniec tego roku uda nam się przejść kwalifikację psychologiczną oraz odpowiednie szkolenie aby móc wejść na salę. Temu oczekiwaniu towarzyszą też obawy - jak to na nas wpłynie, czy damy radę, jak to będzie stanąć przy łóżku umierającego człowieka lub żegnać z kimś, kogo się polubiło. Na dzisiaj uczciwie mogę powiedzieć, że nie wiem. Dlatego tak cenny jest cały proces od decyzji do wejścia na salę - pomoc i ocena psychologa, szkolenie. Ma on chronić i pacjenta i wolontariusza.

Ale hospicjum to nie miejsce, w którym dominuje choroba i śmierć (choć niezaprzeczalnie są obecne). To dom, w którym fachowa pomoc, życzliwy uśmiech czy zwyczajna obecność przywraca godność, pokój a czasem i radość tym, którym rak stara się to zabrać w ostatnich dniach, tygodniach życia. Czas na sali to coś więcej niż umieranie, to celebracja życia ponad cierpieniem i chorobą.

Niejednokrotnie rozmawiałem z wolontariuszami “z oddziału”, ostatnio nawet z panią kucharką z hospicjum, i wydaje się, że każdy przeżywa ten czas na sali trochę inaczej. Wspólne jest jednak to, że nie da się tak do końca przywyknąć, oswoić ze śmiercią a niejako przeciwwagą dla tego trudnego czasu jest odpoczynek, zmiana na trochę środowiska, własna kochająca rodzina. Liczę, że będę mógł podzielić się niedługo swoim własnym doświadczeniem sali.


/Źródło grafiki: https://www.facebook.com/fundacjahospicjumonkologiczne/

Często można mieć wrażenie, że wielu z nas boi się tematu cierpienia i śmierci. Czy uważasz, że ludzie obecnie są mniej oswojeni z nimi niż dawniej? Jak Ty postrzegasz ten problem? Czy widzisz w cierpieniu wartość?

Myślę, że mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją. Z jednej strony śmierć jest niemal wszechobecna - wojna tuż za granicą, wiadomości o wypadkach i katastrofach we wszelkich mediach, małe klepsydry i wielkie pogrzeby, produkcje filmowe i gry komputerowe. Jako społeczeństwo, przyzwyczajeni jesteśmy, że ktoś gdzieś cierpi i umiera. Ktoś inny. Bo z drugiej strony, cały ten świat mediów, reklam stara się wmówić, że temat śmierci nie dotyczy konkretnego mnie. Odhumanizowana śmierć - nie jest już przedstawiana jako podstawowe, indywidualne doświadczenie każdego człowieka, a bardziej jako zjawisko społeczne, tragiczne zdarzenie, coś powszechnego ale obcego jednocześnie.

Cała ta sytuacja sprawia, że kiedy cierpienie dotyka nas lub naszych bliskich jesteśmy na to zupełnie nieprzygotowani. Nie rozumiemy a bardzo szukamy sensu. Czy moje cierpienie ma sens, wartość?

Ks. Tischner przed swoją śmiercią prowadził rozmowy z J. Gowinem o cierpieniu - gdy już nie mógł mówić, podczas jednego z ostatnich spotkań, na kartce napisał: “Nie uszlachetnia”. 

Zgadzam się z tą myślą, że cierpienie nie uszlachetnia, że samo w sobie jest zawsze destrukcyjne. Tym, co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest miłość - napisał Tischner w swym ostatnim tekście. 

I w kontekście hospicjum o to właśnie chodzi - o miłość, o sens jaki ona nadaje nawet cierpieniu i śmierci.


/Źródło grafiki: https://www.facebook.com/fundacjahospicjumonkologiczne/

Na imprezach organizowanych przez Fundację Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa można spotkać Cię z całą rodziną. Pomagają Twoja żona, córka i nastoletni synowie. Jak udało Ci się zachęcić, szczególnie młodych ludzi, do wolontariatu? Czy dzisiejsza młodzież skłonna jest do poświęceń?  

Pewnie mógłbym zacytować klasyka i wspomnieć o przykładach, które pociągają ale byłaby to odpowiedź ładna ale niekompletna. Z perspektywy czasu wskazałbym raczej na cały proces wychowania do wartości oraz inspirowania do takiego działania, które te wartości buduje i wzmacnia. Tu chciałbym szczególnie zaznaczyć sposób w jakim to się dokonuje - nie przymusu, nie odgórnego rodzinnego postanowienia ale osobistego zaproszenia, zachęty, które prowadzą do decyzji podjętej w wolności. W przypadku dzieci miał oczywiście znaczenie ich wiek (12-16 lat) - były gotowe rozpoznać dobro i wziąć za nie odpowiedzialność.

Jeśli chodzi o “dzisiejszą młodzież” to samo pojęcie jest bardzo pojemne i zdecydowanie nie mam ani wiedzy ani narzędzi by pokusić się o jakieś uogólnienia. W tym wycinku rzeczywistości jaki widzę, młodzi ludzie są pełni energii do działania, gotowi do poświęceń, do życia pełnego pasji. Wynika to prawdopodobnie z faktu, iż bliskie jest mi środowisko NGO (organizacji pozarządowych takich jak fundacje czy stowarzyszenia) oraz społeczności chrześcijańskich, dla których wolontariat czy służba miłości na rzecz drugiego, są niejako wpisane w etos. Ale obserwuję także chyba szersze zjawisko, jakim jest pewna “moda na wolontariat” - tak przy dużych, medialnych zbiórkach jak i lokalnych np. szkolnych działaniach. Ostatnio w rozmowie z zaprzyjaźnionym nauczycielem, usłyszałem, że musiał zamknąć listę wolontariuszy, bo zgłosiło się do pomocy dwa razy więcej osób, niż potrzebował! A chodzi o młodzież z klas 7-8 szkoły podstawowej oraz pierwszych klas liceum. 

Myślę, że młodzi mają serca we właściwym miejscu, czasem tylko świat stara się im się te serce ukraść. No ale to już temat na inną rozmowę.


/Źródło grafiki: https://www.facebook.com/fundacjahospicjumonkologiczne/

Powiedz proszę, jak zaczęła się Twoja działalność w wolontariacie i dlaczego wybrałeś hospicjum?

W czwartek, 6 października 2016 roku, Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa zamieściła na swoim profilu na facebooku informację, która zaczynała się tak: 

UWAGA! PILNIE POSZUKUJEMY WOLONTARIUSZY DO POMOCY PRZY ZBIÓRKACH ŻYWNOŚCI, KTÓRE ODBĘDĄ SIĘ W NAJBLIŻSZY PIĄTEK I SOBOTĘ.

Nie wiem czemu ten post, nieznanego mi wówczas hospicjum, wyświetlił mi się wtedy, ale zobaczyłem to wołanie o pomoc (ach te kapitaliki) i wiedziałem, że nie tylko mogę ale i powinienem na nie odpowiedzieć. Dwa dni później stałem w sklepie w Wilanowie zapraszając do przekazywania żywności oraz środków higieny dla pacjentów Ursynowskiego hospicjum. 

Dlaczego hospicjum? Wówczas, nie miało specjalnego znaczenia jaka to organizacja, istotny był szczytny charakter działania oraz lokalizacja. O ile pierwszy czynnik jest w miarę oczywisty, to drugi wymaga może wyjaśnienia. Hospicjum stacjonarne prowadzone przez FHO mieści się na Warszawskim Ursynowie, którego jestem mieszkańcem. Miałem w sobie przekonanie, że jest wiele dobra, które mogę realizować lokalnie, na rzecz społeczności, której jestem częścią, że ma znaczenie, iż mieszkam właśnie tu a nie gdzie indziej. Jeśli chcę zrobić coś dobrego, to nie muszę szukać gdzieś daleko, wystarczy się rozejrzeć dokoła.


/Źródło grafiki: https://www.facebook.com/fundacjahospicjumonkologiczne/

Rozejrzałeś się i stwierdziłeś, że chcesz pomagać. Brzmi prosto… ale z czego wynika taka postawa? Ten konkretny wybór, żeby stać się dla  potrzebującego, ale przecież obcego człowieka, wsparciem? jak rodzi się ta potrzeba?

Wspomniałem wcześniej w kontekście dzieci o wychowaniu do wartości. Ja również jestem cały czas w takim procesie. Dla mnie systemem odniesienia jest moja chrześcijańska wiara. Centralne miejsce zajmuje w nim Słowo Boże, które wskazuje mi jak żyć prawdziwie, szczęśliwie, co to znaczy być człowiekiem. Dzięki temu rozumiem swoje powołanie do relacji - zarówno z Bogiem jak i drugim człowiekiem. Relacji miłości, w której - znowu wracając do obrazu oddychania - jestem kochany i miłość rozdaję. Św. Paweł w Liście do Rzymian przypomina: „Nikomu nic nie bądźcie dłużni prócz wzajemnej miłości”. I to jest nie tyle religijny nakaz, co recepta, na to jak mieć szczęśliwe życie. 

Przypomina mi się sytuacja, gdy Kasia była w ciąży z Nikodemem, naszym najmłodszym synem. Ze względu na dobro swoje i dziecka, przez kilka miesięcy musiała leżeć plackiem w domu. Pozostała dwójka małych dzieci (wtedy niecałe 2 i 4 lata) wraz z całym domem dosłownie spadły mi na głowę. Musiałem opuścić pracę i zrezygnować z wielu innych aktywności, by niemal w całości poświęcić się dzieciom i żonie. I do dzisiaj wspominam to jako jeden z najlepszych, choć jednocześnie bardzo trudnych, okresów w naszym małżeńskim lub rodzinnym życiu. Rozdawanie siebie w miłości przynosiło prawdziwe spełnienie, radość, wzniosło nasze relacje na zupełnie nowy poziom. Nie dlatego, że my jesteśmy jacyś niezwykli, ale dlatego, że miłość ma tą niesamowitą moc, że stworzeni jesteśmy wszyscy do takiego życia. Miłość, przyjmowana i dawana, jest sensem człowieczeństwa.

Jezus powiedział, kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. A Bóg jest miłością. Jeśli ja rozdaję się z Jego powodu, kochając tych, których stawia na mojej drodze, wtedy żyję naprawdę. Jak można nie chcieć takiego życia? 


/Źródło grafiki: https://www.facebook.com/fundacjahospicjumonkologiczne/


Fundacja Hospicjum Onkologiczne św Krzysztofa od lat działa na rzecz pacjentów dbając o nich w fazie terminalnej choroby, by mogli swoje życie zakończyć bez bólu, godnie, w życzliwym otoczeniu, w atmosferze miłości. 

Każdego roku pielęgniarki, lekarze, psycholożki, rehabilitantki obejmują fachową opieką paliatywną około 2300 chorych i ich rodziny w opiece domowej oraz około 1000 pacjentów w hospicjum stacjonarnym, w którym może otrzymać pomoc jednocześnie 34 chorych.

Jednak kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia i dotacje z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy zapewniają tylko ok. 60% rzeczywistych kosztów leczenia i opieki, dlatego Fundacja prowadzi działania mające na celu zdobycie środków finansowych niezbędnych do prowadzenia hospicjum. Podczas organizowanych imprez uwrażliwia także społeczeństwo na potrzeby pacjentów oraz pokazuje hospicjum jako miejsce w którym chorzy otrzymują pomoc i otaczani są profesjonalną opieką.


Więcej o działalności Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa można się dowiedzieć na stronach:

Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie (fho.org.pl)

Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa | Nonprofit Organization | Facebook

Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa - YouTube



Organizacje

Fundacja Dignitate

Misją Fundacji jest dbanie o godność, szczęście i jakość życia osób z niepełnosprawnościa

Fundacja Edukacji Kulturalnej Milo Art

Fundacja prowadzi działalność w zakresie rozwoju i popularyzacji kultury oraz edukacji kulturalnej. Zadania realizowane przez fundację to między innymi: wspieranie...

Kujawsko-Pomorskie Stowarzyszenie Rozwoju Transportu Publicznego

Celem Stowarzyszenia jest promowanie transportu publicznego, poszukiwanie rozwiązania problemu wykluczenia komunikacyjnego, wspieranie nauki, edukacji i wychowania w duchu transportu proekologicznego.


Informujemy, iż korzystamy z informacji zawartych w plikach cookies. Użytkownik może kontrolować pliki cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies